Od kilku lat miałam okazję słyszeć od wielu znajomych słowa: „Desia, jedź z nami na Opolcon, bo tam jest super”, albo „Opolcon jest tak magiczny, że nie możesz tego przegapić, rusz tyłek i jedź z nami”. Dodatkowo często sklejając kalendarze konwentowe, widzę jakieś spotkania autorskie, Dni Grania w RPG i Planszówki, zloty fanów Pokemon etc. etc… w końcu musiałam kupić bilety i wyruszyć do Opola, prawda?

Opolcon od dawna wydawał mi się konwentem ogólnopolskim, który zrzesza ludzi z całego kraju, aczkolwiek jednocześnie jest też miejscem, w którym okoliczni fandomowicze mogą się zintegrować. Rozmawiając na evencie z ludźmi odnośnie ich miasta zamieszkania okazało się, że większość rozmówców właśnie pochodzi z Opolszczyzny. Moim zdaniem to dość duży plus, gdyż Ci ludzie mogą później integrować się na innych projektach, a może nawet tworzyć coś własnego…i tak fandom będzie kręcić się do przodu.

Na samym evencie można było napotkać ludzi z każdego community. Znalazły się osoby lubujące się w filmach, literaturze, technologii oraz współczesnej popkulturze azjatyckiej. Nie dla każdego znalazły się atrakcje związane z jego głównym „konikiem”, aczkolwiek większość osób potrafiła odnaleźć się w programie atrakcji i iść na panele poszerzające ich wiedzę z innych dziedzin.

Czyżby to świadczyło o tym, że organizatorzy konwentu idealnie wiedzieli jak zgrać wszystko w jedną spójną całość, by żaden popkulturowiec nie poczuł się poszkodowany?

Co ja robię tu… uuu~~

Impreza odbywała się w Zespole Szkół Elektrycznych oraz Zespole Szkół Ekonomicznych. Są to dwie szkoły sąsiadujące ze sobą przy ulicy Tadeusza Kościuszki – około 10-15 minut piechotą od galerii Solaris (gdzie część podróżujących Flixbusem mogła zacząć swoją podróż na conplace), dworca PKP oraz PKS. Lokalizacja bardzo na plus, gdyż już po drodze mogliśmy zahaczyć o sporą ilość sklepów, dających nam nektar bogów w postaci energetyka oraz zapasów żywieniowych.

Gdy dotarłam już na conplace, okazało się, że kolejkonu nie ma. Może było to spowodowane tym, iż miałam możliwość pojawienia się w Opolu dopiero po godzinie 18., czyli półtorej godziny od oficjalnego otwarcia akredytacji. Dość szybko odebrałam swój pakiet w postaci konwentowej smyczki, na której wisiał identyfikator z oznaczeniem funkcji oraz informatora (owszem, na tym konwencie nie było opasek na rękę).

Po krótkim postoju na checkpoincie zwanym akredytacją nadszedł czas na zwiedzanie. Miejsca było sporo, w końcu dwa budynki – jeden z atrakcjami, a drugi przeznaczony głównie pod sleeproomy. Z początku można pomyśleć „no, to nie ma co się przejmować”, aczkolwiek tutaj pojawił się mały problem w postaci nieco nieodpowiednio rozplanowanych (moim zdaniem) stoisk, które na parterze i pierwszym piętrze głównego budynku powodowały straszny ścisk i momentami zator w przejściu między salami z atrakcjami. Organizacja na szczęście tutaj uargumentowała swoje logistyczne podejście do tej sprawy bardzo sensownie – lenistwo ludzi powodowało mniejsze zainteresowanie stoiskami na wyższych piętrach. Sensowne więc jest ułożenie stoisk tak, by uczestnicy otrzymali jak najwięcej towaru jak najmniejszym kosztem zużycia swojej energii. Tutaj możemy się zastanowić, czy serio aż tak potrzebujemy wszystko otrzymywać pod nos? Halo, fandomie!

Kim jesteśmy, dokąd zmierzamy…

…na jakich atrakcjach się dzisiaj spotkamy. Pomimo tego, że w informatorze nie natrafiliśmy na tabelkę godzinową atrakcji, to pomógł nam w tym Konwencik (aplikacja na smartfony, w której macie wgląd w godzinowe programy atrakcji, mapki konwentowe i listę zbliżających się imprez – polecam!) , a papierowa rozpiska pozwoliła nam dowiedzieć się więcej o panelach, które już z tytułu potrafiły nas w jakiś sposób zainteresować. Sporo atrakcji było dla fanów historii, początkujących pisarzy oraz czytelników literatury wszelakiej. Pojawiły się też smaczki dla fanów Pokemonów, LoLa i gier Blizzarda.

Osobiście od dawna jestem świadoma tego, że Opolcon nie posiada stricte bloku popkultury azjatyckiej, a wciąż ściąga do siebie wielu ludzi z tego kręgu zainteresowań. Nie ma się co dziwić – „mangowcy” mimo wszystko mogli poszerzyć swoje horyzonty na innych płaszczyznach popkultury. Mnie osobiście zainteresowały atrakcje związane z bajkami oraz wampiryzmem i się na nich nie zawiodłam. Podejrzewam, że mangowa tematyka mogłaby się rozwinąć na tym konwencie, gdyby ludzie chcieli jakkolwiek zacząć coś samemu przygotowywać. Ewentualnie osoby czujące pewne braki mangowej tematyki, mogą zawsze udać się na konwenty poświęcone tej tematyce, które również mają miejsce w Opolu…

Jedna rzecz, która mnie nieco zasmuciła to brak wizyty Stanisława Mąderka ze swoim panelem przedstawiającym ludzi fandomu w reklamach itp. Mimo wszystko w zamian za jego nieobecność zorganizowano panel o The 100, na który część osób przybyła przypadkiem, ale nigdzie nie uciekła. Może nawet ktoś po tym będzie zainteresowany obejrzeniem serii (wśród tych ludzi jestem również ja, gdyż feedback był całkiem pozytywny).

To jak się w końcu nazywały te wszystkie Gumisie?

Skoro już mowa o atrakcjach, to może czas pochwalić się Wam, że pierwszy raz od dawien dawna uznałam, że warto byłoby ruszyć się na pewne atrakcje i nawet na niektóre udało mi się dotrzeć. Tak, tylko na niektóre (tutaj przepraszam Johnnego Walkera za to, że pomimo zaproszenia na jego panel o wampirach, ostatecznie nie udało mi się pojawić. Liczę, że jeszcze będzie jakiś konwent, na którym podyskutujemy), ale to już jest coś!

Pierwsza atrakcja na mojej liście to bajkowy konkurs. Pomimo problemów technicznych chciałabym tutaj skierować wielki ukłon w stronę prowadzącego, który uznał, że skoro nie ma slajdów i prezentacji, to będzie z głowy sklejać pytania na podstawie wydrukowanych odpowiedzi. Na jego miejscu pewnie zapomniałabym głównej idei zapytania, ale jemu to szło fantastycznie.

Można uznać, że atrakcja ta byłaby na wysokim poziomie. Były kalambury ze zgadywaniem serii oraz część wiedzowa, podzielona na 3 kategorie z odpowiednim podziałem punktów. Napisałam, że byłby. Niestety tutaj wina spadku oceny nie leży po stronie prowadzącego, a uczestników tego konkursu, których pomimo próśb i przekrzykiwania momentami nie udało się w ogóle uciszyć. Nieco zniechęciło to (przynajmniej mnie) do dłuższego przesiadywania w tej sali, dlatego też nie wiem, kto ostatecznie wygrał i jak chore były pytania (ale osobiście nie znam imion wszystkich Gumisiów ani tego, w jakich krajach były inne wizje postaci spotykającej się z Czerwonym Kapturkiem w drodze do babci).

Troszkę wcześniej wspomniałam Wam o tym, że udałam się na panel o wampirach. Była to atrakcja przygotowana przez Agatę Suchocką o nazwie Wampiry i Seks. W ciekawy i przystępny sposób mogliśmy zapoznać się ze zmianą wizji wampira i jego cielesności na przestrzeni lat bazując na klasycznej Drakuli, Wywiadzie z Wampirem oraz cyklu Daję Ci Wieczność. Przy okazji rzuciliśmy srogą krytyką wobec Zmierzchu i Pamiętników Wampirów. Nie było cenzury, ale nie było też wulgaryzmu. Pełna kultura i ciekawe, szybkie przedstawienie odpowiedzi na proste pytanie – dlaczego wizja wampira zmieniła się na przestrzeni tych wszystkich lat?

Dodatkową atrakcją, której w informatorze nie ujrzymy, było picie soku z gumija…w sensie…integracja osób pełnoletnich w knajpkach konwentowych, specjalnie oznaczonych na konwentowej mapie. To właśnie tam wieczorem można było kontynuować zabawę, gdy sale panelowe zostały już zamknięte, a nas nie interesowało branie udziału w RPG. Magiczne miejsce, gdzie przy mniejszych bądź większych procentach można było zedrzeć gardło, śpiewając morskie opowieści, postać w kolejkonie (do baru) oraz poznać nowych ludzi. Social tutaj działał na 250%!

Zrzędo, co masz nam do powiedzenia?

Każdy raczej oczekuje informacji o dramach i drameczkach konwentowych bądź jakichkolwiek minusach. To, co najmocniej rzucało mi się w oczy, przedstawiłam wyżej w kwestii braku godzinowej rozpiski atrakcji, zbyt dużego ścisku względem wystawców i nieogarnięcia na jednym panelu. Pamiętajcie, że wszystkie te minusy są tylko i wyłącznie moją subiektywną opinią.

Słuchając opinii ludzi, nie miałam okazji dostać słów krytyki. Kilka osób trochę dziwiło się, że na pokazie cosplay było wyłącznie 7 występów i mimo krótkiego czasu trwania konkursu na najlepszy strój, z sali chciało się uciekać. Kilka osób pogubiło się względem przesuwanych i zmienianych atrakcji, które nie były aktualizowane w Konwenciku (ale to nie było zależne od organizacji). Jak więc widać, są to drobne potknięcia, które nie powinny być uznane za winę organizacji. Wśród konwentowiczów pojawiło się też zaskoczenie i krytyka względem tego, że stoiska handmade były bardziej wyróżnione niż „znane stoiska”. Moim zdaniem to był dobry plan, gdyż mogły się wybić grupy, które na zrobienie jednego gadżetu muszą poświęcić naprawdę ogrom swoich sił, czasu i materiałów.

Warto tam wracać?

Patrząc, że była to moja pierwsza w życiu wizyta w Opolu, mogę z ręką na sercu powiedzieć, że już teraz planuję tam wrócić i nie chcę przegapić Opolconu 2020. Pomimo braku popkultury azjatyckiej w ilości odpowiedniej dla typowego „mangozjeba” każdy był w stanie znaleźć coś dla siebie… a jeśli nie znalazł, to znalazł ludzi, z którymi mógł cudownie spędzić czas.

Jeśli macie wątpliwości względem tego, czy wybrać się na Opolcon w kolejnym roku, to zachęcam do wspólnej podróży. Magia tej imprezy, jej spokój i natłok wszystkiego zarazem powodują, że po konwencie nie wiecie do końca jak skleić w jedną całość opis wszystkiego tego, co robiliście na miejscu. Jedną chwilę siedzicie bez celu, jedząc pyszne Bao z food-trucka (a tutaj dowiedziałam się, że byliście bardzo głodni i zamawialiście je non-stop), a drugą nie można Was odnaleźć, gdyż jesteście pochłonięci turniejem LoLa, planszówkowymi rozgrywkami bądź dyskusjami na temat tworzenia nowych serii anime.

Pozdrawiam i polecam – Deśś.