Mówi się, iż najdłuższe podróże rozpoczynają się od pojedynczego kroku. Tym razem krok ten postawiłam w Krakowie, gdzie to rozpoczęłam moją wielogodzinną podróż, której przystankiem końcowym była Warszawa, a dokładnie odbywający się tam konwent o dźwięcznie rozbrzmiewającej już w fandomie nazwie – Animatsuri. Z uwagi na to, że przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę, jako stację pośrednią obrałam Oświęcim, gdzie mym kompanem został niezastąpiony współpodróżnik, Helek. Czekała nas wielogodzinna podróż, jednak co to dla nas, niestrudzonych Krewetek!

        Gdy zegar wybił północ, a piątek zmienił się w sobotę, nasza karoca nieoczekiwanie okazała się być przejrzałą dynią, Helek nie był już tak przystoj-… A, oh. To nie ta bajka. Nasza karoca, pękająca w szwach od zgromadzonego sprzętu, przygotowanego do naszych redakcyjnych aktywności dzielnie i bez większych trudności doprowadziła nas pod mury Centrum Konferencyjno-Szkoleniowego Fundacji „Nowe Horyzonty”.

Lela || shrimps.pl

PÓŹNO-WCZESNE POCZĄTKI

           Animatsuri rozpoczęło się 19. lipca o godzinie 17:00. Z uwagi na późny przyjazd na conplace nie jestem w stanie wypowiedzieć się na temat przebiegu akredytacji bazując na własnych obserwacjach, jednak rozmawiając z uczestnikami wielokrotnie słyszałam, iż kolejka zmniejszała się dość sprawnie i szybko. Nie było żadnych problemów z wydawaniem kompletów informacyjnych oraz opasek. Każdy z konwentowiczów otrzymał papierową torbę, zawierającą mini niezbędnik, w tym: biuletyn informacyjny, uroczą pocztówkę, przypinkę Animatsuri oraz zakładkę do książki. I wiecie co? Przyznaję szczerze, że biuletyn przeszedł moje wszelkie oczekiwania… W pozytywnym sensie.

           Organizatorzy wzięli sobie do serca tematykę imprezy na tyle bardzo, że nawet ich biuletyn okazał się być zaledwie maleńką broszurką, w której zawarli krótką informację:


„Dziesiąta edycja zobowiązuje do pewnych zmian i w związku z tym, że mimo wszystko tegoroczna tematyka zobowiązuje, postanowiliśmy iść bardziej w kierunku cyfryzacji.”

           W dalszej części tekstu organizatorzy informowali uczestników o tym, że pełen opis wszystkich atrakcji, gości oraz mapka konwentu dostępne były do wglądu za pośrednictwem aplikacji „Konwencik”. Z początku sceptyczna względem braku pełnej rozpiski w dłoni, którą mogłabym wertować do woli w czasie wolnym stwierdziłam po czasie, że taki zabieg jest faktycznie bardzo sprytny. Jednocześnie ograniczał zużycie papieru, które, nie oszukujmy się, zawsze jest wyjątkowo wysokie, szczególnie na tak licznie odwiedzanych imprezach, jak i dodatkowo powodował ograniczenie walających się po conplace’ie papierowych śmieci.

           Wracając do akredytacji, zaistniał jeden, jedyny zgrzyt – dotyczył on naszego nocnego przybycia na konwent. Z początku po zgłoszeniu się do helpera otrzymaliśmy jedynie opaski, umożliwiające nam dwudniowy nocleg, natomiast opaski medialne, jak się dowiedzieliśmy z czasem, dostępne dopiero w godzinach porannych w sobotę. Zgodnie z tą informacją odeszliśmy, aby zająć się rozładunkiem kreweciego sprzętu, lecz zanim zdążyliśmy się zorientować, ów helper przybiegł do nas, doręczając nam brakujące opaski. Sytuacja była opanowana w mgnieniu oka.

Yuu-chan || shrimps.pl

CO TU TAK MAŁO LUDZI?

           Konwent odbywał się w budynku, złożonym z siedmiu kondygnacji. Na parterze odbywała się akredytacja, na pierwszym piętrze przygotowano natomiast punkt informacyjny oraz sklepik konwentowy. Drugie i trzecie piętro stanowiło siedlisko wystawców oraz artystów, a czwarte okazało się gastronomicznym rajem dla łakomczuchów. Dodatkowo nieopodal zlokalizowany był UltraStar oraz Strefa Gier wraz z pozostałymi grami muzycznymi. Wejście na Scenę Główną można było znaleźć na piętrze piątym, a piętro szóste przeznaczone było głównie dla helperów, ekipy oraz wszystkich, którzy posiadali możliwość wejścia na antresolę. Jeśli chodzi o sleepy, były rozłożone w miejscach, umożliwiającym uczestnikom Animatsuri nabranie oddechu od atrakcji, ponieważ nie docierał do nich gwar korytarzy. Były przestronne, a dla nikogo nie zabrakło przysłowiowego kawałka podłogi.

Lela || shrimps.pl

Majstern || shrimps.pl

           Przyglądając się samym konwentowiczom, wypełniającym teren Centrum Kongresowego stwierdziłam, że nie odczuwam takiego ścisku, na jaki byłam przygotowana. No, może poza windami, które były wiecznie przepełnione. Osoby, należące do „ekipy” oraz medycy niejednokrotnie musieli powoływać się na wywieszoną niedaleko wejścia do wind informację, grzecznie namawiającą do używania klatek schodowych aby nieco odciążyć je z ilości uczestników imprezy. Nie robili tego bez przyczyny – windy te miały służyć przede wszystkim osobom korzystającym z wózków inwalidzkich oraz wszystkim odpowiedzialnym za organizację oraz współorganizację imprezy. W momencie, gdy kilkukrotnie okazywało się, iż nadjeżdżające windy zawierały 110% konwentowiczów, jedynym wyjściem było wyproszenie z nich ich użytkowników aby wprowadzić tych, dla których były one domyślnie nieco bardziej dedykowane.

           Impreza odbywała się zarówno wewnątrz budynku, jak i na zewnątrz. Atrakcje, odbywające się w Amfiteatrze okrawały głównie o tematykę artystyczną, w tym koncerty, które zgromadziły największą ilość uczestników. Szczególnym zainteresowaniem cieszył się koncert na samisenie wykonania Masato Yokoe. Jednak nie tylko Amfiteatr obfitował w atrakcje muzyczne – już w sobotnie przedpołudnie w Main Roomie odbywał się koncert grupy NanoKarrin. Wydawać by się mogło, że godzina nie do końca sprzyjała przybyciu dużej ilości widzów, jednak wbrew tym przypuszczeniom sala bardzo szybko się zapełniła. Grupa NanoKarrin przygotowała oraz zaprezentowała setlistę, składającą się z mniej lub bardziej znanych publice utworów, pochodzących zarówno z serii anime, filmów, jak i bajek (w tym disnejowskich) oraz wielu innych. Jestem pewna, że każdy ze słuchaczy rozpoznał choć jeden element składowy całego koncertu.

Yuu-chan || shrimps.pl

           UltraStar rozbrzmiewał bez przerwy, a turnieje, które były na nim organizowane zgromadziły zarówno tych bardziej, jak i mniej doświadczonych uczestników. Osobiście cieszę się, że mogłam wziąć udział w konkursie indywidualnym, gdzie spotkałam wielu z tych, których na co dzień nie mam okazji widywać na eventach. Strefa Gier pękała w szwach, a sprzęty zostały oblegane do tego stopnia, że niektóre z nich wymagały napraw w trakcie trwania konwentu z uwagi na, mówiąc najprościej, zbyt duże zainteresowanie.

           W międzyczasie konwentowicze rozproszyli się po reszcie sal, gdzie odbywały się pozostałe atrakcje. Ich zakres? Ciężko go określić. W Planie Atrakcji mogliśmy znaleźć zarówno prelekcje nawiązujące do tematyki okołokonwentowej (przeznaczone dla nowych i już nie do końca nowych uczestników imprez), sprawdzające wiedzę z zakresu mangi oraz anime, rozkładające ich fabułę na czynniki pierwsze, jak i panele wchodzące w tematy gier komputerowych, symulatorów, a nawet opowiadające o generacjach konsol bądź grach planszowych. Aby tego było mało, standardowym elementem planu były też panele oraz warsztaty cosplayowe, umożliwiające poszerzanie swej wiedzy w zakresie tworzenia strojów czy występów scenicznych. Zainteresowani mieli okazję, aby spotkać nieco starszych stażem cosplayerów, którzy bardzo chętnie dzielili się swym doświadczeniem oraz zdradzali wykorzystywane przez nich sztuczki artystycznego rzemiosła.

Lela || shrimps.pl

COSPLAY TAK DALEKO

           Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek mogę mieć problemy z dostrzeganiem tego, co dzieje się na scenie w trakcie cosplayu. Całość odbywała się na swego rodzaju podwyższeniu(?), co skutecznie oddaliło występujących od widowni. Wierzę, że zabieg ten miał na celu umożliwienie lepszej widoczności wszystkim, którzy zajęli dalsze miejsca na sali, ale wydaje mi się, że nie był do końca konieczny. Przyznaję, że jest to tylko moja, bardzo subiektywna opinia.

           Sam konkurs cosplay był opóźniony o pół godziny ze względów niezależnych od organizatorów, co stanowiło dostatecznie dobre wytłumaczenie. Występy były na odpowiednio wysokim poziomie, a zaprezentowane stroje przykuwały spojrzenia. Na scenie mogliśmy zobaczyć dobrze znanych artystów polskiej sceny cosplayowej. Przed samym ogłoszeniem wyników mieliśmy okazję zobaczyć ponownie popularną już grupę „My Hero Academia: The Musical”, która przedstawiła fragmenty znanego już ich debiutanckiego występu sprzed miesiąca, podczas Magnificonu. Odegrane przez nich piosenki były doskonałą okazją, aby wszyscy ci, którzy nie brali udziału w debiucie MHA:TM, choć odrobinę doświadczyli kunsztu tego cosplayowego dzieła sztuki. Dodatkowo grupa złagodziła okres oczekiwania na pełną wersję musicalu, która będzie dostępna on-line już w pierwszym tygodniu sierpnia.

Yuu-chan || shrimps.pl

Yuu-chan || shrimps.pl

VOCA☆LIVE

           Koncert vocaloidów, przygotowany przez grupę Voca☆Live stanowił gwóźdź programu, zaplanowanego w Main Roomie. Choć miał odbyć się o godzinie 23:00, to wszyscy zainteresowani atrakcją napierali na drzwi sali już pół godziny wcześniej. Dopiero w momencie, gdy wszystko okazało się dopracowane w najmniejszych szczegółach, widownia zagościła na Mainie. Zagęszczenie osób skumulowało się tuż pod samą sceną, gdzie ludzie wyposażeni w zagwarantowane przez twórców koncertu lightsticki rozświetlili całą salę. Na samym początku powitała ich osobiście organizatorka Animatsuri, która wchodząc w interakcję z tłumem skutecznie „nakręcała” publikę na to, co miało nadejść.

           Przed Animatsuri miałam okazję wziąć udział w trzech koncertach vocaloidów, przygotowanych w ramach konwentów. Żaden z nich nie był stworzony przez grupę Voca☆Live, ponieważ ich debiut przewidziany był właśnie na tej imprezie. Widząc zapowiedzi koncertu moje oczekiwania względem twórców tej atrakcji, były dość wysokie. Z czystym sumieniem mogę przyznać, że spełnili moje oczekiwania w całości. Ba, bawiłam się jak nigdy!

           Technicznie ten koncert był najlepszym, na którym byłam. Ekran został rozmieszczony w dobrze widocznym miejscu. Oświetlenie idealnie współgrało z postaciami występującymi na scenie, nadając atrakcji charakter prawdziwego koncertu. Same modele były bardzo płynne i stanowczo bardziej realistyczne niż te, które miałam okazję uprzednio podziwiać na innych eventach. Dodatkowo twórcy zadbali o to, aby nie ograniczać się zaledwie do kilku vocaloidów, a zadbać o możliwie dużą liczbę znanych nam „wokalistów”. Co najlepsze, gdy na scenie pojawiały się co najmniej dwie postaci, wchodziły one ze sobą w urocze interakcje, niejednokrotnie bawiąc się, przepychając lub przytulając na naszych oczach. Ponadto sama setlista została przygotowana zarówno z myślą o tych, którzy znają jedynie bardziej popularne utwory poszczególnych vocaloidów, jak i o wyjadaczach, oczekujących bardziej wyszukanych tytułów. Jednak wisienką na torcie okazał się encore, którym był m.in. „World is Mine”, wykonany przez Miku Hatsune. Ciężko mi opisać słowami to, co działo się wtedy w sali, ale ręczę, że gdyby budynek nie był tak solidnie wykonany, już dawno podłoga zarwałaby się za skaczącym do rytmu tłumem.

           Było głośno. Było żywo. Było kolorowo. Koncert wydawał się stanowczo zbyt krótki, aby cała widownia mogła się nim nacieszyć. Atmosfera rozprzestrzeniała się spod sceny przez wszystkie rzędy krzeseł, aż po antresolę, gdzie również nie brakowało licznych lightsticków.

           Minus koncertu? To, że na kolejny musimy czekać aż rok, do kolejnego Animatsuri. Wierzę jednak, że grupa Voca♥Live przemyśli swą decyzję, ponieważ wielu poza mną dopytując o ponowną okazję do przeżycia tak rewelacyjnej atrakcji, stwierdziło, że to stanowczo zbyt rzadko jak na tak wysoki poziom i oferowany fun.

NIEDZIELNY OFF

           Noc z soboty na niedzielę pokazała mi, że Animatsuri nigdy nie śpi. Strefa Gier była pełna przez całą noc, a ludzie nadchodzili całymi grupami, aby zagrać w swoje ulubione planszówki. Niejednokrotnie widziałam, że potrafili przynosić własne egzemplarze i korzystać z przestronnej strefy, która umożliwiała im komfortowe oddanie się grupowej integracji. UltraStar? Pełen. Nocni amatorzy śpiewania mieli idealny kącik dla siebie. Ciężko było odczuć moment, gdy „oficjalnie” rozpoczynał się dzień trzeci Animatsuri.

Lela || shrimps.pl

Majstern || shrimps.pl

           W niedzielę stwierdziłam, że udam się do wystawców na luźną dyskusję i przy okazji przyjrzeć się strefom, znajdującym się na drugim oraz trzecim piętrze. Zauważyłam, że konwent ten zgromadził ogromną ilość rysowników oraz twórców, którzy wystawiali swe autorskie dzieła. Stąd też poza typowymi stanowiskami, zapełnionymi klasycznymi przypinkami, kubkami, podkładkami czy poduszkami z ukochanymi waifu bądź husbando, dużą część wystaw stanowiły arty oraz rękodzieło. Wchodząc w dialog z wystawcami, dowiedziałam się, że cieszyli się oni dużym zainteresowaniem, jednak ich zdaniem tegoroczne Animatsuri nie było tak liczne, jak ubiegłe edycje.

Yuu-chan || shrimps.pl

Yuu-chan || shrimps.pl

           W trakcie rozmów i wywiadów z uczestnikami potwierdziłam swe spostrzeżenia na temat tego, że wielu z nich pojawiło się na tym konwencie z uwagi na social. Część osób podkreślała, że dzięki lokalizacji eventu na mapie Polski mają możliwość spotkać dużą ilość znajomych, którzy zjeżdżają się na Animatsuri z różnych zakamarków kraju. Wielu z nich spotykało się tutaj pierwszy raz, wcześniej znając się jedynie wirtualnie, inni znów oczekiwali na siebie miesiącami, a kolejni wpadali na siebie przypadkowo, nie spodziewając się, że akurat tutaj będą mogli na siebie trafić. Myślę, że z uwagi na liczne wspomnienia bardzo ciepło zapamiętają ten konwent.

Yuu-chan || shrimps.pl

DŁUGIE POWROTY

           Gdy krewecie karoca oczekiwała na mnie, aby umożliwić mi powrót na południe kraju, rozważałam nad końcową oceną konwentu. Podobnie, jak w przypadku Magnificonu mogę stwierdzić, iż sercem konwentu był Main Room, gdzie sama spędziłam dość dużą część czasu. Tematyka prelekcji była niesamowicie rozległa i atrakcyjna jak mało kiedy. Dawno nie widziałam tak wielu paneli, na które poszłabym z nieukrywanym zapałem, jednak żałowałam, że część z nich odbywała się w trakcie moich redakcyjnych aktywności. Atrakcje były przemyślane, tematycznie dostosowane do zamysłu imprezy. Wszystko odbywało się pod czujnym okiem organizatorów oraz całej ekipy nadzorującej, która bacznie czuwała nad przebiegiem imprezy.

Dziękuję, to był udany konwent. Wierzę, że za rok ponownie na nim zagoszczę.