Był przedostatni weekend września. Piwniczak Beakel postanowił wyjść ze swojej jaskini i sprawdzić, jak tworzone są konwenty na Górnym Śląsku. Tak się składało, że wówczas trwał Asucon w Chorzowie, na którym razem z częścią ekipy The Basement poprowadziliśmy salę z atrakcjami. Jak wyglądało owe wydarzenie z perspektywy prelegenta i helpera-pasjonaty?

Fajny ten konwent, bo niewielki.

Nie mówię, że rozmiar wydarzenia był czymś złym, co to to nie! Wprost przeciwnie: Osiągnięto przyjemną atmosferę, dzięki której można było bez problemu nawiązać nowe znajomości, jak i spotkać się ze znajomymi bez ryzyka zgubienia ich np. w niebotycznym tłumie ludzi.

Szkoła konwentowa stanowiła przepiękny obiekt. Zdarzyło mi się raz, czy dwa źle skręcić i zastanawiałem się, gdzie dokładnie trafiłem. Budynek jako przestronne miejsce pozwolił na dobre rozlokowanie sal z atrakcjami, a to ułatwiło już dotarcie do różnych wystawców! Ogromną zaletą lokalizacji było sąsiedztwo sklepów: Nie dalej jak dwie ulice od conplace znajdowała się Żabka, Stokrotka oraz Tesco. W informatorze Asuconowym zaznaczono pizzerię, która według podanych informacji, znajdowała się niecałe 20 minut drogi od miejsca imprezy. Pod względem logistycznym stanowiło to pozytyw!

Atrakcje, dużo atrakcji!

Muszę przyznać, że na tym konwencie odbywało się dużo atrakcji! 6 sal prelekcyjnych, NanoKarrin i ArtRoom z warsztatami, do tego Osu!, Ultrastar, DDR i gry muzyczne, planszówki oraz konsolówka. Było z czego wybierać! Co prawda, poza salą The Basement spędziłem relatywnie mało czasu, jednak odwiedziłem część wspomnianego przybytku i byłem pozytywnie zaskoczony zaprezentowanym poziomem. Obyło się bez większych problemów. Na prelekcjach i konkursach naliczyłem zadowalającą liczbę ludzi – a to stało się moim spełnieniem marzeń, jako prowadzącego atrakcję na konwencie: Możliwość prowadzenia dyskusji z tłumem. Jestem z tego niezmiernie zadowolony.

Nie należę do grona osób zajmujących się poważnie cosplayem, jak ekipa robaczków morskich, ale również wraz z nimi uczestniczyłem w gali. Mimo niezbyt bogatego doświadczenia, to co widziałem, cieszyło moje oczy. W przypadku pozostałych atrakcji trochę żałuję, że nie mogłem na nich gościć, ponieważ kolidowały z własnymi (takie fatum prelegenta), lecz co skorzystałem z tego konwentu to moje! Kolejny plus na konto ŚKF!

Głucha noc

Większość rzeczy działa się do godzin późnowieczornych. W nocy sale prelekcyjne miały przerwy techniczne. To całkowicie zrozumiałe, prelegenci również zasługują na odpoczynek. Jednak rzeczą, do której jestem przyzwyczajony na konwentach, jest to, że w godzinach nocnych idę na Ultrastara i śpiewam do zdarcia gardła. Niestety na tym konwencie to mi się nie udało, ponieważ owa atrakcja między godziną pierwszą nad ranem a dziewiątą była zamknięta. Na wieczorową porę znalazłem sobie inne zajęcie, po którym mogłem spokojnie zasnąć i kontynuować obserwację konwentową w niedzielę, stanowiącą jak każda inna niedziela konwentowa, tzw. czas pożegnań.

Wszystko co dobre…

Jestem znany z tego, że często marudzę i narzekam na konwenty oraz organizacje. Tutaj sam byłem w dziwnym położeniu, bo nie znalazłem wcale dużo rzeczy, do których można się przyczepić. Nie było oczywiście perfekcyjnie, żaden event taki nie jest. Widzę, że Śląski Klub Fantastyki robi dużo dobrego na swoim terenie, a Asucon jest jednym z lepszych konwentów odbywających się na Śląsku. Dla mnie ten konwent upłynął na spotkaniach ze znajomymi, prowadzeniu atrakcji oraz przysłuchiwaniu się co koledzy po fachu mają do powiedzenia na tematy związane z tematyką mangi i anime.

Czy wybiorę się tam za rok? Zapewne tak. Tegoroczna edycja wyszła miodnie, a jak w następnym roku będzie podobnie, to nie pożałuję tam zawitania!