Watcon 6 by Pitgram

W środku lipca, to jest od 13 do 15 dnia tego miesiąca, odbył się jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie tegorocznych konwentów. Czy zielonogórskiemu Watconowi udało się utrzymać dobre wspomnienia, jakie pozostały w mojej głowie po jego poprzednich edycjach?

A te chmury to z cukru?

Praktyka moich podróży na konwenty prawie zawsze ogranicza się do publicznych środków transportu, takich jak pociągi oraz autobusy. Prawie, bo tym razem na konwent wybrałem się samochodem. Dzięki temu, mogłem zwrócić uwagę na takie aspekty, jak łatwość poruszania się po okolicznych drogach czy miejsca parkingowe. Dojazd do budynku Klubu Fantastyki Ad Astra, znajdującego się przy ulicy Fabrycznej 13 nie stanowił większego problemu. Pomimo godzinnego spóźnienia na konwent, miejsca parkingowe dookoła szkoły także pozostawały puste, dzięki czemu nie musiałem przemierzać kilkuset metrów, aby dotrzeć na konwent.

Niestety, zaraz po przyjeździe przywitała mnie ogromna ulewa, uniemożliwiająca swobodne przemieszczanie się po otwartej części konwentu. Biegiem udałem się więc do namiotu z akredytacją, gdzie czekał mnie pierwszy zawód – brak listy mediów oraz przeznaczonych dla nich identyfikatorów. Na szczęście Kira, która zdążyła się już zmierzyć z tym samym problemem, wskazała mi rozwiązanie problemu, którym było udanie się do orgroomu. W pakiecie startowym zabrakło także informatora z planem atrakcji oraz mapy budynku.

Watcon przez trzy dni?

Tak jak już wspomniałem, nie był to mój pierwszy raz na zielonogórskim Watconie. Zeszłoroczną imprezę wspominam jako jeden z najlepszych konwentów w których brałem udział. Dotychczas Watcon trwał maksymalnie dwa dni, był to więc pierwszy trzydniowy konwent z tej serii. Szósta edycja w porównaniu do poprzednich z pewnością stała się większa, nie tylko ze względu na czas trwania, ale także na rozmiar conplace. W miejscu zeszłorocznego sleeproomu w tym roku pojawiła się masa ciekawych stoisk, uczestnicy spragnieni snu musieli natomiast udać się do budynku III Liceum Ogólnokształcącego im. prof. T. Kotarbińskiego w Zielonej Górze , położonego około 10 minut drogi od serca imprezy.

To co najważniejsze – atrakcje!

W końcu czym byłby konwent, na którym nic się nie dzieje? W otwartej części konwentu niemal przez cały czas jego trwania dostępna była jak co roku darmowa wata cukrowa, tym razem organizatorzy pokusili się jednak o rozszerzenie oferty oferowanych smaków. Każdy uczestnik, oprócz standardowego cukrowego, smaku mógł spróbować chmurek na patyku w przeróżnych smakach, od gumy balonowej aż po whisky! Nie mogło zabraknąć również znanej z Watconów ogromnej konsolówki, w której oprócz masy konsol i DDR, dzięki ekipie The Basement VR, pojawił się HTV Vive – między innymi z grą Beat Saber. Na mainie pojawił się także Ultrastar, niestety ze względu na miejsce dzielone z innymi punktami programu nie działał on przez cały czas trwania konwentu.

W środku głównego budynku standardowo pojawiły się dwie sale prelekcyjne, w których tak jak zapewniali organizatorzy, uczestnicy mieli przyjemność brać udział w prelekcjach i konkursach leżąc na wygodnych kanapach. Zaraz obok sal z atrakcjami stało również małe fotostudio, w którym niemal ciągle można było spotkać cosplayerów oraz fotografów podczas sesji. Przechodząc kawałek zejść można było do piwnicy, która opanowana była przez grupę Pod Żurawiami, oferującą dziwne połączenie usług gastronomicznych z grami planszowymi. Tutaj muszę niestety trochę ponarzekać, bo moim zdaniem planszówek było jak na konwentowe standardy dość mało. Warto także wspomnieć o wystawcach – Watcon pod względem stoisk nie odstawał od innych polskich imprez. Uczestnicy konwentu zaopatrzyć się mogli we wszelkiego rodzaju gadżety, peruki, a nawet klockowe figurki z bohaterami ulubionych filmów, po wszystkim natomiast zjeść słodkości w obecnej także tutaj Księżycowej Kawiarence. Miłym dodatkiem był także stojący w korytarzu nieopodal głównego wejścia ksylofon – ot nietypowa, ale przykuwająca uwagę drobnostka.

Czas mierzony w cukierkach

Niemal cały piątkowy wieczór spędziłem na zwiedzaniu conplace, w wolnej chwili udając się do pobliskiej Biedronki, aby zdobyć prowiant, którego inni konwentowicze nie zdążyli jeszcze wykupić. Odwiedziłem także panel o mniej znanych grach idolkowych, podczas którego wspólnie ze znajomymi mogliśmy pooglądać urocze muzyczne lolitki. Pomimo, że zdecydowałem się na nocleg w głównym budynku konwentu, aby wziąć prysznic musiałem udać się do budynku noclegowego. Tam czekała na mnie niestety niemiła niespodzianka – spośród pięciu dostępnych pryszniców, tylko jeden mógł obsłużyć zmęczonych uczestników. Spowodowane było to dziwną decyzją organizatorów, jaką było przeznaczenie pozostałych szatni z prysznicami na sleeproomy dla VIPów. Nie wiem, kto wpadł na tak dziwny pomysł, dodam za to że owe szatnie nie posiadały okien, co w połączeniu z wyłożonymi kafelkami pokojami oferowało raczej saunę, a nie sypialnię.

Sobotna oferowała zdecydowanie więcej wrażeń, nie dziwi to jednak wcale – w końcu to środek imprezy i właśnie wtedy odbywają się najciekawsze punkty programu. Ranek zaczął się dwoma konkursami z tak zwanych “opeedów”, czyli sprawdzaniem wiedzy uczestników odnośnie utworów znanych serii. Nie zabrakło także innych ciekawych paneli, takich jak warsztaty szycia czy edycji zdjęć oraz spotkań z gośćmi. Porozmawiać mogliśmy między innymi z Asato, Keicho, a także CichymWujem. Nie zabrakło również konkursu cosplay (oraz godzinnego opóżnienia), który poprowadził znany już z tej roli Bonio. Na zakończenie dnia uczestnicy mogli także wyszaleć się podczas konwentowej dyskoteki. Konwentowicze, którzy preferuja jednak spokojniejsze klimaty, mogli w tym czasie pośpiewać wspólnie piosenki grane w rytm gitar oraz ukulele.

Ostatni dzień konwentu poświęciłem jeszcze raz na dogłębne sprawdzenie konwentu, aby na pewno skorzystać ze wszystkich atrakcji. Ze względu na mniejszą liczbę uczestników, mogłem jeszcze raz skorzystać z Ultrastara, konsolówki, czy VR i to właśnie przy nich spędziłem ostatnie chwile konwentu.

Czy udało się utrzymać poziom?

Tegoroczna edycja konwentu z pewnością była większa od wszystkich poprzednich, co zdecydowanie wyszło jej na plus. Ze względu na rozbicie głównego budynku konwentu oraz noclegowni, wieczorne interakcje między uczestnikami były nieco trudniejsze niż zwykle, socjal wciąż utrzymywał się jednak na wysokim poziomie. Nie obyło się oczywiście bez wpadek, takich jak wspomniane wcześniej “VIP sleepy” oraz listy medialne, mimo wszystko nie odbiły się one aż tak na odbiorze całej imprezy. Szósta edycja Watconu zdecydowanie zasługuje na pozytywną ocenę, a ja nie mogę się już doczekać kolejnych konwentów z tej serii!