ućkon 5/6

W dniach 9-10 czerwca, w Łodzi, odbył się konwent Ućkon 5/6: Back to the Ućkon.
Jak sama nazwa wskazuje mamy do czynienia z konwencją podróży w czasie.
Lecz, czy na pewno “cofnęliśmy się” w przyszłość?

“…odczułam zagubienie
i powrót do klimatu
rodem z PRLu”

W momencie dotarcia na stację Łódź Chojny, czyli najbliższej względem conplace’u, jakim było Publiczne Gimnazjum nr 43 im Karla Dedeciusa, odczułam zagubienie i powrót do klimatu rodem z PRL’u. Moje wybawienie stanowiła reszta krewetkowej ekipy, która umożliwiła mi bezpieczne dotarcie na miejsce konwentu.
Akredytacja odhaczona, w zamian czego otrzymałam identyfikator z grafiką przedstawiającą dziewczynkę z zegarem, odbitą niczym karta do gry, a także przypinkę, cuksa na osłodę i smycz(która spóźniona dotarło dopiero po godz. 16:00).

Dużym plusem był przewidziany VIP room, ulokowany w piwnicach, natomiast zwykły sleep room był na II piętrze szkoły.
Za co można pochwalić Tanzaku, to przede wszystkim brak kolejek, odświeżoną szkołę i na domiar tego połączenie aż trzech konwentów! To jest dwóch edycji Ućkonu wraz z Idolkonem 2018: It’s not  joke, który pierwotnie był prima aprilis-owym żartem.

A jak się bawicie w przyszłości!?

Wystawcy natomiast byli do bólu typowi: od sprzedawców kubków, przez przypinki, a na poduszkach kończąc. Za to zaimponował mi konwentowy sklepik, który w swojej ofercie miał między innymi: wianki, figurki, mangi oraz light novel zarówno po polsku, jak i po japońsku.
Chcąc udać się na kilka atrakcji, zostałam pokonana przez źle rozplanowany i chaotyczny układ harmonogramu paneli, co uniemożliwiło mi dotarcie na nie. Dlatego też większość czasu spędziłam asystując w sesjach, czy towarzysząc nowo poznanemu gronu przy symbolicznym dokarmianiu naszego wewnętrznego raka.

A co z konkursem cosplay? Otóż był skromny, pomimo świetnych nagród (jak bony na materiały, czy maszyna do szycia). Na scenie ukazało się 10 scenek, z czego dwie grupowe. Atmosfera, jaka panowała w trakcie ich trwania, pozwalała się odprężyć widowni. Chciałabym też nadmienić, że był to jeden z nielicznych konwentów od dawna, na którym odczuwało się braki cosplayerów spoza konkursu.

Quo vadis Tanzaku?

Mimo kilku technicznych niedociągnięć (nieszczęsny plan atrakcji!), to od dawna nie bawiłam się tak dobrze na konwencie. Fandom łódzki wraz z wszech pojętym socialem spisał się na medal. Więc pomimo odczucia powrotu, jednak, do przeszłości, pozwolił on postawić kilka kroków na przód do świetlanej przyszłości. Także Tanzaku, powodzenia na nowej drodze!