Już trochę czasu minęło od wrocławskiego konwentu X-mas Time, jednak bardzo dobrze go wspominamy. Wynajęta szkoła była nam już znana z Niuconu 2015. Uznajemy ją za dobry wybór. W jej okolicy znajduje się uwielbiana przez konwentowiczów Biedronka z bankomatem. Dojazd do konwentu z Dworca Głównego był prosty, bez przesiadek. Akredytowaliśmy się koło godziny 11, bez kolejki, niepotrzebnej tony papirologii. Bardzo prosty i skuteczny system. Pierwsze, co rzuciło nam się w oczy, to tajemnicza linia wyznaczona przed szkołą. Później okazała się ona Linią dla palaczy, czyli odległością, w jakiej można było zaspokajać nałóg nikotynowy. Pierwszy raz spotkaliśmy się z czymś takim na konwencie. Był to dobry pomysł, jednak mały obszar między barierkami ulicznymi, a linią nie był w stanie pomieścić grupy palących osób. Jeden plus – nie było zimno, gdy, zmuszeni przez warunki, byliśmy ściśnięci. Minus – komfort palaczy został obniżony do koniecznego minimum.

Na konwencie było bardzo mało osób, dzięki czemu można było bez problemu znaleźć miejsce w sleeproomach. Czuło się klimat dawnych konwentów, które miały po 200-300 osób. Wystawcy znajdowali się na parterze. Nie było ich wielu. Większość z nich to artyści, co uznajemy za spory plus jak dla tak małego, przytulnego konwentu. Z każdym z nich można było na spokojnie porozmawiać, bez przekrzykiwania się jak na innych tego typu imprezach.

Udało nam się zawitać na dwóch panelach, prowadzonych przez Dan. Były na nich poruszone kontrowersyjne tematy, mimo to jednak panele dyskusyjne przebiegły w bardzo dobrej atmosferze. Pod koniec pierwszego dnia helperzy chodzili po całej szkole i zapraszali na pokaz latających psów. Była to cudowna atrakcja, najbardziej „cute” jaką możecie sobie wyobrazić. Treser i jego psiaki pokazali na co ich stać, chociaż nie w pełni przez zbyt śliską nawierzchnię.

Wracając do budynku szkoły, mamy wrażenie, że organizacja uważa BHP za żart. Drabina oparta o ścianę, materiały budowlane i inne robotnicze sprzęty tylko utwierdzały w przekonaniu, że szkoła albo jest w trakcie remontu, albo się sypie.

Jednym ze sporych plusów była kafejka, w której za parę złotych można było napić się dobrej kawy oraz zjeść coś smacznego na ciepło.

Podsumowując, był to naprawdę malutki konwencik, bardziej dla lokalnej społeczności niż ogólnopolski, jednak bardzo przytulny i przyjemny, pomimo kilku niedoskonałości. Na pewno będziemy chcieli odwiedzić kolejną edycję, by znów poczuć klimat konwentów przed 2012 roku.